piątek, 14 października 2016

Ten rok mnie cieszy :) Mocno cieszy. Od 2 lat opowiadam mniej lub bardziej publicznie historie o tym, jak wygląda edukacja w UK, jakie rozwiązania się sprawdzają, co jest fajne i proste do przeszczepienia na polski grunt. Czasami wydaje się, że ile bym jęzorem nie naprodukowała, to i tak wyjdzie "jak zwykle", czyli jak za czasów szkolnych moich własnych dzieci (a jak było? "jestem nauczycielem od 25 lat i nie będzie mi pani mówić..."). A jednak nie. Wśród pozytywnych jaskółek wdrożenia Assessment for Learning, które śmigają od ziemi do samego nieba w tym roku, mając postać dopytywania mnie szczegółowego o rozwiązania, książki, detale (ad hoc, z wrzucaniem na maila kopii zeszytów etc.), gdzie widzę, że da się, nauczycielowi jest łatwiej, uczniom jest łatwiej, mają fajną edukację w przyjaznej atmosferze jest jeszcze ten post, który dziś rano znalazłam w grupie Nauczyciele Angielskiego. Autorką jest Małgorzata Klecuń, za której zgodą przytaczam treść wpisu:

Gosia pisze: "Ponieważ życie obrzuciło mnie w tym roku jakąś nieprzeciętną ilością dysfunkcji, z okazji dnia nauczyciela donoszę, że:

1. Plan lekcji napisany w rogu tablicy okazał się takim hitem ze szok! Kochają go wszyscy. Uczeń wchodzi mi spóźniony na lekcję i widzi, co było. Widzi, kiedy będzie element rozrywkowy (na kiedy jest przewidziany). Wprowadziłam to na próbę moim trudnym grupom, teraz już mają to wszyscy i się domagają!"


Komentarz: Czym jest taki "plan lekcji"? Nie chodzi o spisanie po kolei: polski, matematyka, technika, muzyka, wf :) a o zapisanie/ narysowanie w przypadku młodszych/ nieczytających etc. uczniów poszczególnych kluczowych elementów lekcji, to zapewnia strukturę, daje poczucie bezpieczeństwa, przewidywalność etc. (o czym Gosia wspomnie jeszcze później). Zasadność używania takich pomocy wizualnych omawiają między innymi materiały National Autistic Society, A graficznie wyglądać może np. tak (tu akurat cały dzień opisano, spędzany z jednym i tym samym nauczycielem, niemniej w naszym przypadku chodzi o rozrysowanie etapów lekcji, ustrukturyzowanie jej przebiegu):




(więcej wzorów do wydrukowania tutaj)

Wracamy do wpisu Gosi: "2. Na class dojo zbieram punkciki kolektywnie i mowię, po ilu punktach będzie rozrywka. W zależności od ilości uczniów liczbę punktów ustawiam na 2-3 na głowę średnio i walę z komórki za wszystko, co pozytywne. Po 10-15 minutach już mamy uzbierane. Rekord był w 5, ale faktycznie pracowali jak szatany ;)"

Komentarz: Co to "class dojo"? Jeśli nie wiecie, musicie koniecznie się dowiedzieć. Np. tutaj.

Gosia pisze dalej: "3. Secret student, czyli nie wiesz kto ma dziś być grzeczny. Towarzystwo się pilnuje, chyba bardziej dla emocji, kogo pani dziś wybrała. Bo jak się źle zachowuje, to nie mowię, kto to był. Za 10 punktów secret student jest pochwała do dziennika ;)"

W tym momencie czapki z głów. Czy wiecie dlaczego Gosia nie mówi, kto był 'secret student', jeśli ta osoba zachowywała się niewłaściwie?


(chwila na przemyślenia....)


Zapewne również po to, żeby nie gnoić i nie rujnować samooceny - a jakże, ale przede wszystkim dlatego, że za zł/ nieprawidłowe/ niewłaściwe zachowanie nie dostaje się gratyfikacji w postaci uwagi nauczyciela i całej klasy (oraz zaszczytnego tytułu secret studenta). Unikamy w ten sposób wzmocnienia negatywnego! Proste, behawioralne, a tak niedoceniane... jak widać, działa jak złoto. W polskiej szkole - Małgorzata Klecuń pracuje bowiem w mieście stołecznym Warszawa.

Podsumowując te działania, Gosia pisze "to wszystko od podstawówki do gimnazjum mi hula. Uczniowie się mocno angażują, ja jestem przewidywalna [o tym było powyżej, że generuje poczucie bezpieczeństwa - przyp.red.] i nareszcie mogę zarzucić uczniów punkcikami. Ostatnio jeden delikwent przekręcił godzinę i przyszedł pod koniec lekcji. Dzwoni do mamy (bo to jej się pokręciło) i mówi 'mamo, no wiesz, przyszedłem, ale juz dostało tylko book, homework i goodbye' (bo reszta była odhaczona) :)

"4. Last but not least patyczki. Lepiej działają te realne. Kto zaczyna grę? Kto gdzie siedzi? Secret student? Kto z kim pracuje? Kto jest tickmaster/ papermaster/ crayon master/ czy tam inny super duper helper? Patyczki wiedzą. Class dojo random wcale nie jest random. Patyczki są."

Komentarz: Rzeczone patyczki mogą wyglądać tak

 albo tak
 albo jeszcze tak


Ogranicza nas tylko czas/ kreatywność etc.

Gosia kończy słowami "Celowo nie napisałam o moich uczniach z dysfunkcjami, bo szukam sposobów działających na wszystkich. Te na moich działają."

A ja się bardzo cieszę, że działają. Pokazuje to bowiem, że:

(1) Te wydumane metody zza 7 mórz mają sens i są wykonalne w polskiej klasie

(2) Każde dziecko odniesie korzyść z zasad opracowanych pierwotnie dla dzieciaków dysfunkcyjnych (spróbujcie przetestować cały wachlarz strategii behaviour management przeznaczony dla uczniów z ADHD czy ASD - działa jak złoto, na neurotypowych dzieciakach nawet skuteczniej!!! - i koniecznie dajcie znać jak przebiegł eksperyment i jakie przyniósł efekty!!!)

(3) Mrs Kalisz nie kłapie gębą bez sensu, ktoś tego słucha i coś zmienia :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz